poniedziałek, 13 lutego 2012

lekcja 27

jest taka piosenka nazywa się Amsterdam. kiedyś gdy byłem młodszy ( staram się nie pisać - gdy byłem mniejszy bo przecież to się nie zmienia ) mieliśmy ze znajomymi ochotę pobawić się w piratów z karaibów. i pływaliśmy na żaglach. staram się też unikać stwierdzeń- gdy byłem mniej dziecinny niż teraz, bo też nic się nie zmieniło. co do to tej piosenki. chciałbym kiedyś napisać coś takiego, że po przeczytaniu o tym miejscu naprawdę się je widzi. w piosence amsterdam ja widzę ten port. tych marynarzy te brzydkie kobiety które dają innym zasmakować syffilisu i jeszcze im za to płacą. wtedy czuliśmy się piekielnie wolni.

nareszcie K. jednak lubię być wielkomiejski. lubię rzeczy wielkie. wielkie firmy wielkie pieniądze i wielkie miasto. nie lubię wielkich skrzyżowań bo się ich boję. najbardziej się boję jednak że wracając wieczorem do mieszkania nie zobaczę w szybie drzwi klatki schodowej swojej twarzy. że będzie to jakaś upiorna twarz. zła. i że to będzie jednak moja twarz. póki co nic mnie tak nie zmieniło żebym zmienił twarz. może 27 grudnia mnie zmienił ale to bardziej w stany lękowe. to się da wyleczyć. ja to sobie wyleczę bo muszę i chcę.

wczoraj miałem taki oddech miasta. lubię gdy w drodze do S. po niedzielno wieczorne zakupy jest pusta ulica bo mogę śpiewać. i czuję się wtedy naprawdę dobrze. jak nigdy. ostatnio lubię recytować Darmodzieja. chciałbym gdzieś należeć. do jakiejś grupy która jest świadoma. na pewno literackiej. i wydawać i tworzyć i czytać i śpiewać. może dlatego że tęsknię za tym czego nie przeżyłem ale przeczytałem mimo że średnio się to liczy.  fajnie też byłoby przestać być bezpańskim. chcę już napisać to co mam w głowie. te wszystkie słowa które mam zapisane w kopiach roboczych w telefonie. pora żeby dojrzały. razem ze mną.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz