niedziela, 20 stycznia 2013

lekcja 63

nie lubię dowiadywać się o zmarłych sąsiadach. o tych szczególnie których znaleziono. dzisiaj zainteresowało mnie wołanie. wracałem ze słynnych tygodniowych zakupów dziś nieco ograniczonych bo nie ma po co się dublować w jedzeniu. woła mnie słońce dalekim krzykiem wron. wracaj do domu. nie wiem gdzie mój dom. te słowa bardzo lubię są dobre na bezdomność. ale ona mi ostatnio nie doskwiera. jestem w tylu miejscach naraz że domy są wszędzie. chciałbym żebyś już przyszła. jestem tutaj. przyjdź tutaj gdzie stoję. nie bądź obca więcej. choć obca chcesz być. wiesz że nie jestem sam. wokół jest tłum ludzi. ale przejdź przez ten tłum. i bądź tutaj gdy tego chcesz. tak żebym ja też chciał. głupie. ja chcę. ty nie chcesz. potem ty będziesz chciała ja nie. a potem oboje będziemy chcieli oboje. kiedyś tak było.

przyjdź niespodziewanie
jak noc po świcie
bądź nocą po świcie
nieobecnością w obecności
bladością w żywym kolorze

i otwórz nasze drzwi
wejdź
dzień dobry
nie spodziewałem się ciebie
w takich chwilach
a jednak jesteś

usiądź więc opowiedz jak podróż
długa
rozumiem
może herbaty?
zostawiasz niedopitą
jak zwykle
jak zwykle wychodzisz
zapomniałem spytać co u ciebie
choć zawsze byłaś niewysłowiona
ciebie też nie wysłowię
jak zwykle

niech coś się stanie niezwykłego. przyszłość moja ma kolor od dziś zielony. choć podświadomość świeci na żółto. ale jest dobrze. jak nigdy jest dobrze.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz