szybko idzie. dobrze się pisze po zmęczenionowemu. i po jednym piwie też się pisze dobrze.
on nie był nasz, wiesz? lubował się w tym, że go nie było. był dla nas ale jakby go nie było. ta nieobecność w oczach i nieobecność w świecie. niby wchodził w nas swoimi słowami i lubiliśmy jego słowa. chyba dlatego, że wiedzieliśmy, że widzieliśmy, że on niedługo odpłynie. że znów go nie będzie. tak jakby wypisywał nam recepty na świat, a potem gdy te recepty wykorzystywaliśmy, a lekarstwo na świat się kończyło to on znów się zjawiał. jak gdyby nigdy nic. nie pytaliśmy go o przeszłość, bo on przeszłości nie lubił. tak jakby nigdy dla niego nie istniała. w jego oczach było tylko TERAZ. teraz , czyli to, że on był. wtedy był nasz. ale wiedzieliśmy, że go nie będzie. nigdy nie zjawiał się w świecie niezaproszony. zawsze coś go zapraszało, wiesz? nie chciał być obecny na siłę i wiedział kiedy przyjść. ale gdy już nasza potrzebność dla jego osoby się kończyła to on to wyczuwał i znikał. wchodził w pierwszą bramę napotkaną w mieście i tam żył. lubił wracać w te same miejsca. to była jego jedyna przeszłość. on tworzył te miejsce, bo wiedział mimo wszystko, że może kiedyś już do nich nigdy nie wrócić.
teraz gdy wiemy, że on już do nas nie wróci, wiemy że jednak najważniejsza była dla niego przyszłość. lubił dla nas ją tworzyć, kreować nasze światy, a my pozwalaliśmy mu to robić, bo to była jedna z niewielu radości, której mogliśmy mu dostarczać. lubiliśmy go, mimo że nie był do końca nasz. a może był. tylko nie potrafiliśmy tego poczuć. może on chciał być nasz. ale on zawsze chował emocje wiesz? jego oczy były jego najskrytszym kufrem. kufrem na emocje i złe chwile.
teraz nie mamy się gdzie chować. jesteśmy otwarci jak nigdy. dlatego tak łatwo nas dostrzec. wystawiliśmy się na strzały słów. i to nie jest dobre.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz