leci subtelny jazz, ten którego tak nie lubię. / czasami wierzę że ten świat jeszcze mogę zmienić chwycić wasze dusze i je ze szczęściem ożenić / jutro realizuję zachciankę czyli zbrodnię. i podróż powrotna do tego miasta z którego się wyrasta i przygotowuje do życia. zlało nas dzisiaj porządnie . ja wierzę że to śnieg. żadnego deszczu. ale swoją drogą słuchanie muzyki w deszczu jest lepsze niż całowanie. bo można to robić samemu. i ta woda spływająca z twarzy. kocham to mimo że to lodowata sieczka. dzisiaj byłem na jarmarku i po raz pierwszy od trzech lat miałem kryzys obecności tu. stałem pod teatrem i ludzie tam biegali. ale nie poczułbym różnicy gdyby wyparowali bo nie uzupełniali mojej obecności. ludzie nie są obecni wszędzie w stu procentach. dopełniają nas inni. żadnego z nas nie ma do końca tutaj. to jest trochę przykre. miałem kryzys bo chciałem żeby ludzie z R. byli ze mną. ale nie byli. i trzeba się z tym pogodzić trudno. nie chcę takich kryzysów. zwalam na deszcz i tabliczki w sercu które już dotykają żeber.
jeśli istnieje gdzieś magazyn wspomnień osobistych. to mój powoli zaczyna pękać w szwach. jeśli przebuduje się magazyn to zmienia się człowiek. ja w to wierzę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz