Leżała na podłodze. W mieszkaniu czuło się już ten oddech, który towarzyszy zawsze umieraniu. Szmer cichych duchów, które przyszły po swoją zdobycz, by zabrać ją i dać bilet do stacji, z której się nie wraca.
- M. wiesz co mogę zrobić
- Wiem.
- Myślisz, że to dobry pomysł?
- Znasz zasady. Możemy poświęcić swój rok życia, by ktoś mógł jeszcze ten rok pożyć. Ale nie wiesz ile ci zostało.
- Racja. Ale jestem młody, pewnie został mi co najmniej ten rok.
- Twoja decyzja.
- Już ją podjąłem.
Włożyłem rękę w jej serce słysząc jak ze mnie ulatuje 365 dni. Widziałem twarze ludzi, których mógłbym w tym czasie poznać i miejsce, które miałem odwiedzić.Coś jednak było nie tak. Dopiero potem zdałem sobie sprawę, że duchy wiedziały. Nie przyszły po nią tylko po mnie. Koszmarna pomyłka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz