są takie dni kiedy myślę że ktoś serio mi pomaga w szczęściu. i przerywam wiarę w los na rzecz przeznaczenia. jak to się dzieje że akurat o tej godzinie podjeżdża to auto z tymi znajomymi którzy znają TĘ dziewczynę. szczęściarz z pana panie eS. sprzysięgło się dla mnie niebo przeznaczeń. przeczytałem dziennik Kurta Cobaina. czytałem go w wieku 16 lat gdy grunt to bunt. teraz patrzę na ten tekst inaczej. witamy w teorii literatury- każde odczytanie jest inne. ja po buntowniczej młodości przeciw światu teraz czasami po prostu mam ten świat w dupie i izoluję się konkretnie. w ten weekend obiecałem sobie mniej świata więcej siebie. zadziałało, tylko ludzie pytali ' bracie co ci jest'. a ja przecież niczego nie żałuję. żałowanie to chęć zbudowania wehikułu czasu co jest debilizmem ( kiedyś tak nie sądziłem) więc żałowanie to debilizm. nie po to mamy jedno życie (?) żeby je marnować na żałości świata. Cobain przestał być moim idolem choć z sentymentem patrzę na video smells like teen spirit. po buncie zostały mi trampki czarne i arafatka biała nasiąknięte szesnastolatkością. dla mnie język jest jak guma który mogę wyginać nie ma granic językowych więc wszyscy językoznawcy liżcie słowniki.
minęło włóczenie się po knajpach chociaż nie mówię akant by się przydał. byle nie samemu już już już już . najpiękniejszy był dzień kiedy jutro nie nadeszło. to mi się spodobało z dzienników. w poezji zacząłem wykorzystywać kopie robocze. włożyłem je wszystkie w wiersz i wreszcie wyszły mi pospiesznie zamykane okna i gasnące światła w schodowych klatkach. znów mam czas odrzutka. tego złego.
Arafatka biała nasiąknięte szesnastolatkością. Może chcesz sprzedać?
OdpowiedzUsuńniestety nie
Usuń