chwilowo chciałbym mieszkać w USA. ale nie dlatego że nowy jork i łał mieszkam na manhattanie i moja twarz odbija się w szybach i tak super bo pstryknę fotkę na fejsbuczka trzymając w drugiej ręce kubek ze starbucksa. to można robić w polsce.
ja chciałbym pojechać na jakąś farmę w usa. i słuchać muzyki country, tańczyć na werandzie jakiegoś domu tak jak to zawsze jest. zamiast pić w mieście piłbym na wsi. o i jeszcze chodzić na takie potańcówki. oni zawsze tam mają takie śmieszne kotyliony, lampki choinkowe i dużo kobiet które chodzą w sukienkach, spódnicach. i bujany fotel chciałbym mieć na werandzie. i psa jakiegoś brązowego ( ale nie jamnika, sorry jamniki ). mógłby też być kot. i konno mógłbym jeździć. kiedyś jeździłem ale nie teraz, bo nie mam czasu.
pokój z gitarami chciałbym też mieć. jedną jakąś starą, pożółkłą od słońca przy którym się grało i srebrzystą od księżyca przy którym się śpiewało patrząc na zielonooką blondynkę w zgrabnej sukience w kwiatki. oczywiście Matylda byłaby królową tych gitar ( wiedz że cię kocham nawet gdy masz humory i średnio brzmisz ). śpiewalibyśmy piosenki o miłości o tym że przyszła/nie przyszła będzie przyszłą/nieprzyszłą i ogólnie tak fajnie. gdybym mieszkał na takiej wsi to byłbym stolarzem. mierzyłbym z jakieś 180 cm miał flanelową koszulę i był przystojny i dobrze zbudowany. i mówiłbym z amerykańskim akcentem taki jak młariusz młaks kołlonko.
i miałbym pick up i prawo jazdy. spotykał się z chłopakami w barze, grał w bilard albo darta. takie sielankowe by wszystko było. żona, dzieci, dom, drzewo.
ale wtedy nie byłbym sobą. albo był ale na chwilę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz