Tego dnia postanowiłem nie robić nic. Jak to zwykle bywa, kiedy planuje się nie robić nic, nagle okazuje się, że trzeba zrobić wszystko. O 7 rano zadzwonił mój telefon.
- Taaak? - odezwałem się zaspanym głosem.
- Cześć, z tej strony Marek.
Marek to skurwysyn. Ściślej mówiąc - mój szef. Ma wyjątkowo ohydny gust, jak na policjanta, nosi tanie garnitury ( oczywiście wtedy, gdy nie nosi munduru ), pali tanie papierosy i pieprzy tanie dziwki. Jego życie sprowadza się właśnie do tego słowa - tanie. Jego żona mogłaby mieć na imię Tania, wtedy wszystko by się dopełniło.
- Słuchaj, wiem, że masz urlop po swojej ostatniej akcji, ale pilnie cię potrzebujemy. W lesie murckowskim znaleźliśmy ciało. Nie ma na nim żadnych śladów - zaczął opowiadać.
Standard. Gdy nie ma nic, trzeba wezwać Kacpra, żeby znalazł wszystko. Aktualnie nie miałem na to ochoty, przeciągając się w swoim łóżku.
- Ok, i co ja mam z tym wspólnego? - odparłem.
- Jesteś naszym najlepszym śledczym. I ja wiem i ty wiesz, że takie historie strasznie cię jarają - powiedział. Fakt, tutaj miał rację. Nie znosiłem wszystkiego, co było proste łatwe i przyjemne.
- Mam teraz wolne i zamierzam z tego korzystać, ile będę mógł - zacząłem.
- Jest jeszcze coś.
- Tak?
- Obok ciała znaleźliśmy znaleźliśmy wypalone jakieś dziwne symbole.
Zaczyna się robić ciekawie...
- Dziwne, to znaczy jakie? - spytałem.
- Pierwszy raz widziałem coś takiego, więc nie wiem, jak ci to wyjaśnić. Musisz to zobaczyć sam - odparł szef.
Cholera, nie chciało mi się wstawać, ale taka sprawa nie zdarza się często.
- Dobra. Ale te zaległe dwa dni będę mógł wybrać, kiedy będę chciał - zaproponowałem.
- Niech będzie. Za ile możesz przyjechać? - spytał
- Za pół godziny - powiedziałem niezbyt zadowolonym głosem.
To mógłby być ciekawy projekt.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz