skończył się niepokój
teraz ja jestem niepokojem
chcę dotrzeć do takiego stanu w którym będę wiedział że to już naprawdę granica i za tą granicą jest już tylko śmierć. osobiście chciałbym poznać jak to jest być nieświadomym że coś się robi. chociaż nie lubię dzieciństwa bo ono było nieświadome. mnie chodzi o to żeby być świadomym nieświadomości. dlatego projektuję sobie w głowie te wszystkie ciemne wizje żeby poczuć dokąd mogę dojść. dlatego wychodzę teraz wieczorami bo wierzę że gdzieś w tych ciemnych zaułkach K. spotkam to na co tak czekam. na to COŚ co powinno mnie spotkać, żeby było możliwe dotknięcie granicy.
lubię granice, a najbardziej ich przekraczanie, nowe granice szczególnie emocji i wizji, które umiem sobie zaprojektować w mojej głowie. czasami się zastanawiam nad tym by te wizje urozmaicić, czyli spisać, ale gdyby ktoś to przeczytał wtedy stałby się w jakiś sposób przeklęty tak samo jak czuję się ja. teraz się nie boję zaułków bo ten chory niepokój się zmienił. teraz ja wywołuję go u innych, a nie inni u mnie. stałem się producentem wizji niepokoju, a nie konsumentem. może przez to że odzyskałem tę część siebie, której mi brakowało do całości.
jaka jest granica bólu
jaka jest granica nieświadomości
co jest granicą niepokoju
gdzie tę granicę znajdę
nie wiem czy włóczenie się jest jakąś odpowiedzią na którekolwiek z tych pytań, ale ja wierzę że tę granicę znajdę. a wtedy nie wiem co się stanie. i bardzo mnie to interesuje. jedyne czego się boję to tego, że kiedyś wyląduje w szpitalu psychiatrycznym.
Obudź mnie zanim umrę, uczyń bym nie był ślepy
Wygoń te chore myśli i zmień priorytety
W mojej głowie kobiety, każdej nocy znów inna
Jakiś pieprzony hardkor, nie sielanka rodzinna
Teraz próbuję zasnąć, choć coś nerwami miota
Moja dusza uprawia ten pieprzony sabotaż
Wykonuję znak krzyża, proszę ja o dyskrecję
W zamian czuję niepokój, widzę krzywdy projekcje
Nie chcę czuć tego stanu, w odwiedziny umarłych
Miały miejsce i nieco ze spokoju obdarły
Mój wniosek jest zasadny, proszę o umorzenie
Wszystkich stanów nerwowych które gniotą sumienie
Znów cholerne upiory czepiają się mych skrzydeł
Nie chce groźnych demonów, wolę te dobrotliwe
Idę dalej tym lasem, mocno zagryzam wargi
Jeszcze chwila i czuję że wyłoni się z skarbnik
To coś jakbym się dławił, znowu myśli karnawał
Czemu chcecie mnie zniszczyć, przecież nie macie prawa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz